Aktualności

Jak w transie

DJ Tomek podczas występu na ubiegłorocznym Sudety SoundSą jak dyrygenci wyobraźni. Stają przy mikserze i odtwarzaczach, puszczają kolejne utwory miksując je ze sobą, a roztańczony tłum wyciąga ręce w górę. Przez palce bawiących się przebijają promienie laserów znad sceny. Miłośników muzyki elektronicznej przybywa także w Polsce. W jej świat wprowadzi Was jeden z tych, którzy stoją po drugiej stronie konsolety – DJ Tomek, największy propagator muzyki elektronicznej w naszym powiecie.

 

DJ  Tomek podczas występu na ubiegłorocznym Sudety SoundSą jak dyrygenci wyobraźni. Stają przy mikserze i odtwarzaczach, puszczają kolejne utwory miksując je ze sobą, a roztańczony tłum wyciąga ręce w górę. Przez palce bawiących się przebijają promienie laserów znad sceny. Miłośników muzyki elektronicznej przybywa także w Polsce. W jej świat wprowadzi Was jeden z tych, którzy stoją po drugiej stronie konsolety – DJ Tomek, największy propagator muzyki elektronicznej w naszym powiecie.

Tomasz Dudlej ma 25 lat i ogromny dorobek artystyczny: sześć lat autorskiej audycji w radiu, niezliczoną ilość poprowadzonych imprez oraz kontakty i znajomości z DJ-ami i producentami z całego świata. Zaliczyć do nich może swoich największych idoli – duet Blank & Jones, którzy za każdym razem, gdy widzą się na imprezie, przychodzą się z nim przywitać. A do tego obrał najprostszy pseudonim artystyczny, jaki był możliwy – DJ Tomek. – Żeby uniknąć wymyślania i udziwniania – tłumaczy. – Śmieszy mnie, gdy Polacy przyjmują pseudonimy, jakby byli co Holendrami lub Anglikami. Nie chciałem kopiować tych, którzy mają pseudonimy nie do wymówienia, albo po prostu wulgarne.

Więźniowie piszą listy

Siedem lat temu w Radiu Sudety sobotnie audycje Dance Party prowadził Wojtek Trzoniec. To była jedyna okazja, by posłuchać tanecznej muzyki elektronicznej w radiu. Na początku był to zwykły niewyszukany euro dance, ale z czasem autor prezentował coraz bardziej niszową muzykę trance. Tomkowi Dudlejowi audycję polecił kolega. Szybko zagłosował w liście przebojów i wygrał płytę. Przy odbiorze zapytał, czy może dostać inną, bo taką już ma. Z kolejnymi był ten sam problem. – Wojtek powiedział, żebym wpadł za tydzień, a on wybierze dla mnie coś z prywatnych zbiorów – mówi Tomek. – Okazało się, że tamte płyty też już mam i wtedy Wojtek zwrócił na mnie uwagę i zaproponował asystowanie przy realizacji audycji. Ponieważ wkrótce wyjechał do Wielkiej Brytanii, przejął ją Tomek z kumplem, DJ-em KTM. Nazwali ją Big Beat.

Polaków takie nazewnictwo może dziwić, bo „big beatem” nazywają muzykę Czerwono-Czarnych i Karin Stanek. Tymczasem nazwa ta powstała w Polsce tylko po to, by nie używać słów „rock’n’roll”, niepoprawnych politycznie w okresie wczesnej komuny. Przyjęło się i trwa do dziś. Natomiast sam „big beat” na świecie powstał dopiero w latach 80 i z rock’n’rollem nie miał nic wspólnego. Tytułowe „wielkie uderzenie” odnosiło się do wybijanego rytmu – wyraźnego, powtarzalnego, często bardzo motorycznego. Tak rodziło się techno i inne gatunki muzyki elektronicznej chcące się odciąć od popularnego i coraz bardziej kiczowatego disco.

W radiu w każdy piątkowy wieczór prowadzi Big Beat– Graliśmy od godz. 14.00 do 16.00, ale coraz częściej zostawaliśmy do samego wieczora – opowiada DJ Tomek. – Ja proponowałem muzykę trance, KTM przynosił to, co składało się na początki electro. Formuła programu tak bardzo się spodobała, że szybko zaczęli dostawać esemesy. Po 500 na program. – Nie nadążaliśmy z ich kasowaniem – śmieje się. – Były pozdrowienia na antenie, ale także głosy uznania dla nas i tego, co robimy.

Program był popularny, bo sami grali we wszystkich klubach w okolicy – m.in. w Edenie, Czako, Emporio i Hi Life. Niektóre już nie istnieją. Zachęcali artystów stąd, by się u nich promowali, więc grali u nich Frugos, Łuki i Seegreg.

Ale największe było zaskoczenie, gdy zaczęli dostawać listy. – Pisali do nas więźniowie z aresztu. Mówili, że uwielbiają nasz program, że wnosi radość do ich smutnego życia – opowiada. – To było najpierw bardzo dziwne, ale też budujące.

Muzyka dla debili

Nie ma co udawać – dla każdego, kto nie ma pojęcia o muzyce elektronicznej, każda jej odmiana to po prostu „techno”. I nie nadaje się do słuchania. Tymczasem prawdziwe techno to dziś zupełnie inna muzyka – głębokie, mocno udziwnione klimaty, za które coraz częściej biorą się ludzie z ukończonym konserwatorium muzycznym. Jest też house, drum’n’bass, electro, rave, dub step i wiele innych pomniejszych gatunków. Nie są do siebie zbyt podobne, a często są całkowicie różne.

No i jest „wixa”. To akurat nie gatunek muzyczny, lecz zjawisko, z którym postronni kojarzą muzykę elektroniczną. Przypomnijcie sobie wszystkie obrazy półnagich facetów w białych rękawiczkach i z gwizdkami. Na takich imprezach DJ zamiast dobrze grać, drze się do mikrofonu „jazda!”, a balangowiczom przyświeca hasło „Bo najważniejsza jest… ROSPUSTA!!!” (pisane właśnie w taki sposób). – To nie dyskoteki, tylko „świątynie jazdy” – mówi DJ Tomek. Sam w nich grał, bo na początku nie było innych miejsc.

W Czako nie używał mikrofonu. – Wreszcie podszedł do mnie jakiś facet i zapytał, czy umiem mówić. A jeśli umiem, to mam wziąć mikrofon i zachęcać ludzi do zabawy – opowiada. – Powiedziałem mu, że ja nie z tych DJ-ów, którzy się drą. DJ ma grać, a nie bawić się w konferansjerkę. I to grać dobrze. Tak, żeby ludzie chcieli się bawić. Bo jeśli się nie bawią, to znaczy, że się nie nadajesz – dodaje. Na jego imprezach chcieli.

Recepta na sukces? Porządne i dokładne zgrywanie ze sobą utworów, wybieranie ciekawych kawałków muzycznych, mieszanie popularnego z ambitnym. Dla postronnych wydaje się to łatwe, ale w praktyce utwory mają po kilka minut. Najczęściej różnią się tempem, brzmieniem. Zadaniem DJ-a jest tak je połączyć, by brzmiało to jak najbardziej naturalnie, jak jeden długi utwór. Dopasowuje tempo, przyspiesza lub spowalnia kawałki. Do tego trzeba mieć wyczucie i słuch muzyczny.

W 2005 roku chłopaki musieli iść do wojska. Zaprosili słuchaczy po ostatnim programie do rynku, gdzie rozdali swoje płyty. Przynieśli cały plecak. – Ludzi było tyle, że nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Na szczęście po pół roku wrócił do radia. Później zaczął w nim regularną pracę. Big Beat znów zagościł na antenie – tym razem w piątkowe wieczory, po godzinie 20.00.

Gwizdkom dziękujemy

Zaczęły się też wyjazdy na wielkie imprezy, zwane eventami, w rodzaju Electrocity, Mayday i Trance X-Plosion. Do Polski wreszcie wkroczyła kultura eventowa. Nikt na tych imprezach nie krzyczy do mikrofonu. Symbolem stały się wiszące przy wejściach plakaty: „Gwizdkom i białym rękawiczkom dziękujemy”. Na takiej imprezie zazwyczaj jest kilka scen. Przez całą noc na każdej z nich występują kolejny DJ-e. Tomek Dudlej tam właśnie poznawał kolejne gwiazdy muzyki elektronicznej. Duet Blank & Jones, trio Above & Beyond, piękna Czeszka Lucca itd. Pozdrowienia od nich i wywiady często pojawiają się w jego programie.

– Kocham trance za jego melodyjność i eklektyczność – mówi DJ Tomek. – W tej muzyce jest wszystko: porządny rytm, klimat i piękne melodie.

Jego największym idolem jest obecnie Armin Van Buuren. – Ten facet udowodnił, że można być najlepszym DJ-em świata i nie zwariować, jak to się przytrafiło Tiesto. To ciągle ciepły, normalny gość, który kocha swoich fanów.

Obecnie Tomka Dudleja możecie posłuchać w programie Big Beat w piątki po godz. 20.00 na antenie Radia Sudety. W pierwszej godzinie audycji prezentowana jest klubowa lista przebojów. Big Beat to program, w którym grany jest niemal wyłącznie trance. W sobotnie noce natomiast, wraz z Frugosem prowadzi Klubową Wirówkę – program, w którym stawiają na pozostałe brzmienia klubowe.

Trzy płyty, od których warto zacząć poznawanie muzyki trance

Warto samemu sprawdzić, co takiego jest w tej muzyce, że staje się coraz popularniejsza w Polsce i na świecie. Tym, którzy nigdy jej nie słyszeli, DJ Tomek poleca trzy albumy „na początek”.

Blank & Jones „In Da Mix”

Klasyka muzyki trance. To duet, od którego zaczęła się moja miłość do tego gatunku. A utwór „Cream” to właśnie sama śmietanka.

 

 

 

 

 

Chicane „Far From The Maddening Crowds”

Ta płyta do dziś wyznacza standardy w muzyce trance. Zawiera megahit „Saltwater”.

 

 

 

 

 

Sunlounger „Sunny Tales”

Album dwupłytowy. Te same utwory w normalnych i spokojnych, chilloutowych wersjach. Pokazuje, jak bardzo melodyjna jest to muzyka.

20 września 2010

O autorze

natalia


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *