Kultura

Spięty – Antyszanty

AntyszantySpięty udowadnia, że żeglować można nie tylko przy typowej muzyce brodatych jegomościów. Chociaż fani tradycyjnych szant mogą dostać przy tej płycie łupieżu.

AntyszantySpięty udowadnia, że żeglować można nie tylko przy typowej muzyce brodatych jegomościów. Chociaż fani tradycyjnych szant mogą dostać przy tej płycie łupieżu.

Umówmy się – o szantach za wiele dobrego powiedzieć nie mogę. Przyjęło się jednak, że gdzie żaglówki lub choćby małe jeziorko z rowerkami wodnymi, tam musi rozbrzmiewać muzyka szantowa. Oszaleć można. Spięty też tak uważał, a że sam żegluje, poczuł się uprawniony do stworzenia własnego zbioru szant. A właściwie antyszant.

Spięty to pan, którego dobrze znamy. Na co dzień jest liderem zespołu Lao Che, z którym odnosi w naszym kraju mnóstwo sukcesów. Na swojej solowej płycie postanowił sięgnąć do korzeni i połączyć fajne melodie z muzyką, która nie będzie zalatywała paździerzem. Trzeba przyznać, że eksperyment się udał.

„Antyszanty” doceniła już radiowa Trójka, choć wielu z nich nie mogła grać na antenie ze względu na słownictwo. Spięty słowami się bawi. To one odgrywają na tym albumie główną rolę. Zabawa konwencją i zaskakiwanie estetyką to największe zalety „Antyszant”.

Zdaję sobie sprawę, że do wysłuchania takiego albumu trzeba podejść bez uprzedzeń, mieć trochę dystansu do siebie i otwartą głowę. A wtedy parę melodii już zostanie i będziecie w pracy nucić „Ma czar karma”.

Spięty „Antyszanty”, Antena Krzyku/Opensources.

23 sierpnia 2010

O autorze

natalia


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *