Aktualności

Tak wygląda bohater

Maciek Gęsławski Tak wygląda osiemnastolatek, który nie zważając na niebezpieczeństwo, jako jedyny wskoczył do zimnej wody bielawskiego jeziora, by ratować dwóch topiących się mężczyzn. Jednego uratował, drugi pomimo podjętej akcji reanimacyjnej zmarł. Swojego czynu nie uważa za bohaterstwo, mówi, że zrobił tylko to, co każdy człowiek zrobić powinien.

Maciek Gęsławski Tak wygląda osiemnastolatek, który nie zważając na niebezpieczeństwo, jako jedyny wskoczył do zimnej wody bielawskiego jeziora, by ratować dwóch topiących się mężczyzn. Jednego uratował, drugi pomimo podjętej akcji reanimacyjnej zmarł. Swojego czynu nie uważa za bohaterstwo, mówi, że zrobił tylko to, co każdy człowiek zrobić powinien.

Maciek Gęsławski jest szczupłym, drobnym i niesamowicie skromnym osiemnastolatkiem. Na pierwszy rzut oka niczym szczególnym się nie wyróżnia. Jest zwykłym nastolatkiem, który uczy się w liceum, interesuje się modelarstwem, militariami, jeździ na rowerze, pływa i marzy o skoku na bungee i ze spadochronem. A jednak Maciek jest wyjątkowy. Pomimo swojej niepozornej postury ma coś, czego pozazdrościć mu mogą zarówno rówieśnicy, jak i kilku rosłych mężczyzn bezczynnie stojących feralnego piątku na betonowych wałach bielawskiego jeziora. Maciek ma bowiem wielką odwagę, która kazała mu bez zbędnych kalkulacji i przemyśleń wskoczyć do zimnej wody, by ratować ludzkie życie. Jak widać prawdziwy bohater to nie znana nam z kreskówek muskularna postać z super mocami, ale zwykły młody człowiek, dla którego życie drugiego człowieka jest tyle samo warte, co jego własne.

Bohaterski wyczyn osiemnastolatka

Od tragedii na bielawskim zbiorniku minął tydzień. Poznaliśmy nowe fakty i przede wszystkim dotarliśmy do chłopaka, który jako jedyny podjął się uratowania dwóch tonących mężczyzn. Poprosiliśmy, by opowiedział jak do tych dramatycznych wydarzeń doszło i jak wyglądała jego akcja ratunkowa. – Byłem na spacerze ze swoją koleżanką. Moją uwagę zwróciło dwóch mężczyzn, którzy pomimo zimna stali po szyję w wodzie. Siedzieliśmy na ławce oddalonej około 15 metrów, gdy kątem oka zauważyłem, że jeden z nich zaczął płynąć na środek jeziora. Drugi poszedł w jego ślady – opowiada Marcin. – Pomyślałem wtedy, że są nienormalni, bo przecież było naprawdę zimno. Nagle ten, który płynął drugi zaczął krzyczeć, że jego kolega nie żyje. Spojrzałem na jezioro i zobaczyłem mężczyznę leżącego na wodzie z twarzą skierowaną w dół. Byli dokładnie na środku jeziora – z emocjami na twarzy mówi Maciek. – Bez chwili zastanowienia, czy wahania, bez namysłu ściągnąłem kurtkę, spodnie i wskoczyłem do wody. Nie myślałem, że jest zimno, że może mnie złapać skurcz, że mogę dostać hipotermii. Wiedziałem tylko, że umiem pływać i muszę pomóc tym ludziom – skromnie opowiada młody bohater. Maciek opowiada dalej, jak dopływając do mężczyzn poczuł woń alkoholu, jak ucieszył się wyczuwając puls u nieprzytomnego mężczyzny i jak doszło do tego, że musiał w konsekwencji holować do brzegu dwóch mężczyzn. – Drugiemu z mężczyzn zwyczajnie brakło sił, zaczął mi przeszkadzać, spowalniał mnie, aż w końcu musiałem holować ich obu. Byłem zły, że przez głupotę i brak wyobraźni ryzykowali swoje i moje życie, ale starałem się wtedy o tym nie myśleć. Skupiłem się na swoim oddechu i na ruchach, by jak najmniej tracić energii i ciepła. Skoncentrowałem się tylko na tym, by dotrzeć do brzegu – mówi poważnie. W swojej opowieści Maciek dochodzi do miejsca, kiedy jego słowa stają się pełne gniewu i żalu. – Mniej więcej w połowie dystansu krzyknąłem, że potrzebuję pomocy. Na brzegu było sporo gapiów i troje funkcjonariuszy. Jeden z nich krzyknął do mnie tylko „Dasz radę”. Potrzebowałem pomocy i nikt nie kwapił się, by mi jej udzielić. Ważąc 65 kg holowałem w zimnej wodzie dwóch rosłych mężczyzn i nie pomogli mi ludzie, którzy ślubowali służyć innym pomocom – mówi wzburzony Maciek Gęsławski. – Zostałem pozostawiony sam sobie. Wtedy zrozumiałem, ze muszę liczyć tylko na siebie – dodaje. Maćkowi pomogli dopiero strażnicy miejscy, którzy rzucili mu boję ratunkową. – Tak rzucili mi boję, gdy byłem około 50 metrów od brzegu. Trochę późno – dodaje ze złością. – Najgorsze jest to, że doskonale wiem, w którym momencie nieprzytomny mężczyzna stracił puls. Wiem, że gdyby ktoś mi pomógł mężczyzna szybciej dotarłby na brzeg, szybciej zaczęto by jego reanimację i miałby większą szansę na przeżycie – z żalem w głosie mówi Maciek. – Nie mogę tego zrozumieć – dodaje zdenerwowany. Wspomnienia tamtych chwil sprawiają, że drżą mu usta i łzy napływają do oczu. – Nie mogę zapomnieć sinej twarzy i oczu mężczyzny, którego nie udało się uratować. Nadal nie mogę zrozumieć, dlaczego nikt mi nie pomógł – mówi.

Jestem zwykłym chłopakiem

W tydzień po tragedii Maciek Gęsławski nadal nie uważa się za bohatera, nadal twierdzi, że zrobił tylko to, co powinien. – Zdaję sobie sprawę, że postąpiłem lekkomyślnie i ryzykowałem swoje życie, ale dzisiaj postąpiłbym tak samo. Bez względu na to czy ktoś potrzebowałby pomocy w lodowatej wodzie, czy w płonącym budynku na pewno nie przyglądałbym się obojętnie tylko ruszyłbym z pomocą – zapewnia chłopak. Najbardziej dumna z Maćka jest jego babcia i sąsiedzi. – Wszyscy sąsiedzi przychodzili i gratulowali mi wnuka. Ja też się cieszyłam, że Maciek okazał się szlachetnym i odważnym chłopcem, ale jednocześnie strasznie się o niego martwiłam. Nawet nie chcę myśleć jak mogło się to skończyć – mówi. – Najbardziej mnie denerwuje, że nie mógł liczyć na niczyją pomoc. To jest straszne, że tylu ludzi stało i patrzyło, jak młody chłopak naraża swoje życie – dodaje babcia Marcina. – Od dzisiaj będziemy z dziadkiem wszędzie za nim chodzić i pilnować go, żeby nic mu się nie stało – żartuje.

21 września 2010

O autorze

natalia


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *